Wrzesień

II rajza jurajsko – Łaziska – Oświęcim – Lipowiec – Tenczyn – Krzeszowice – 29.09.2019

Podobnie jak tydzień wcześniej, w nieco okrojonym składzie, a więc w trójkę – Stefan, Marek, Józek, znów postanowiliśmy zawitać na Jurę. Tym razem jednak wspomagając się pociągiem powrotnym.

Tak więc wystartowaliśmy koło godziny 9.15, kierując się koleno przez Wyry, Tychy, Bieruń do Oświęcimia. Tam Marek ze Stefanem zwiedzili wierzę zamkową, a ja zrobiłem nareszcie stemple do książeczek.

Jako, że wiatr bardziej sprzyjał niż przeszkadzał, pierwszy punkt podróży osiągnęliśmy w dobrym czasie, więc postanowiliśmy tutaj skonsumować również śniadanie.

Po odpoczynku skierowaliśmy się wałami Soły, a następnie już WTR-ką, w kierunku miejscowości Mętków. Kilkanaście kilometrów bezstresowej jazdy po wałach przebiegło bardzo szybko i nadal mieszcząc się w marginesie czasu dotarliśmy do miejsca, gdzie opuściliśmy  ścieżkę, jednak dalsza podróż do Babic na zamek Lipowiec również upłynęła bardzo przyjemnie – nadal w nieznacznym ruchu samochodowym. Tuż przed Lipowcem zaliczyliśmy jeszcze drewniany kościółek we wspomnianym Metkowie.

Zamek Lipowiec osiągnęliśmy koło godziny 13. Podjazd bardzo „atrakcyjny”, aczkolwiek nawet na szosówce do pokonania (serce drżało jedynie by nie złapać gumy na luźnych kamyczkach, ale udało się).

   Zwiedzanie ruin odpuściliśmy, poprzestając na foto z frontu, pieczątce i magnesie, który zakupił Marek. Właściwie bez specjalnej przerwy udaliśmy się w dalszą podróż (jedynie pieczątka w skansenie, mieszczącym się poniżej zamku), kierując się przez Płazę…dolną i górną (nazwy zobowiązują, więc czekał nas ładny podjazd) i Regulice (do odhaczenia kiedyś Kolej drezynowa). Po kilku pagórkach i przekroczeniu „A4”, osiągnęliśmy ostatni i najciekawszy cel podróży – ruiny zamku Teczyn w Rudnie. Tam sesja trwała znacznie dłużej. Pieczęć zrobiona, więc koło 15 ruszyliśmy lekkim skrótem wzdłuż odcinka trasy R4 w kierunku Krzeszowic, skąd mieliśmy wracać tradycyjnie „Karolinką” kolei regionalnych do Łazisk.

   Po drodze jeszcze foto przy Browarze Tenczynek, w którym muszę przyznać – liczyłem na małą degustację, ale cóż…”Zawrzene”. Niespodziewanie więc PKP Krzeszowice osiągnęliśmy, mając prawie 2 godziny do odjazdu pociągu. Nic się jednak nie stało – przynajmniej pierwszy raz w życiu był czas na relaks przy „Koziołku”, posilając się przy okazji obiadokolacją w położonym niedaleko od „Bany” …”Kociołku”.

Pociąg przyjechał punktualnie, chociaż przeładowany rowerzystami i studentami, więc ledwo się zmieściliśmy. Rajza „zacna” – można powiedzieć godne zakończenie września…dystans w okolicy 90-95km, powrót lekko po 21.

 

Jurajsko rajza – Kraków -d. Prądnika – Rabsztyn – Bukowno – Łaziska Górne – 22.09.2019

Jak zwykle za sprawą prowodyra wypadu – seniora Stefana, zdecydowaliśmy się na łączoną z „Zugiem” wycieczkę na Jurę krakowsko-częstochowską, a konkretnie na odcinek Korzkiew-Ojców-Pieskowa Skała (dolina Prądnika), a także Rabsztyn.

Ale zacznijmy od początku. Start godzina 4.50 na przystanek „Brada”, w pięcioosobowym składzie – tzn. Stefan, Marek, Iwona, Rafał i autor tekstu…Józek.

„Karolinka” przyjechała zgodnie z planem, a więc krótko po 5-ej siedzieliśmy już w miarę wygodnie. Mimo walki o promocyjne ceny biletów z okazji „Dnia bez samochodu”, wiele nie wskóraliśmy, ale najważniejsze że już koło 7.30 zameldowaliśmy się na stacji Kraków-Łobzów, zwarci i gotowi na jak się później okazało grubo ponad „setkę”.

Start z „Łobuzów” wypadł perfekcyjnie i już koło godzinki później opanowaliśmy pierwszy punkt programu – Korzkiew – mały, aczkolwiek urokliwy zameczek (zwłaszcza że bez tłumów ludzi z racj wczesnej pory). Fotki, pieczątki i souveniry odrobione w kilka minut, więc po jakimś kwadransie można było ruszyć dalej. Następne kilkanaście kilometrów mimo lekkiej pomyłki, przejeżdżamy w dobrych nastrojach – w dolinie Prądnika ruch samochodowy mocno ograniczony, więc tylko Rafał i ja mamy niewesoło (szosy na kamienistych odcinkach to nie najlepszy wybór, ale czego się nie robi by mieć lzej na „banie”;-)).

Po sesji przy Bramie Krakowskiej, zrobiliśmy kolejną przerwę, tym razem na śniadanie i ciepłą herbatę. Krótko po pauzie, kolejna przerwa w Ojcowie, gdzie Stefan z Iwoną lecą na zamek, a reszta odpoczywa (bloki w szosowym obuwiu również nie są polecane w tym terenie;/)

   Po powrocie „dwójki zwiedzaczy”, już w dużym ruchu (samochodowi juromaniacy już opanowują rejon) dobijamy do „maczugi” i Pieskowej Skały. Tam jak zwykle szybka sesja, „razitki” i ewakuacja w spokojniejszy obszar.

Po serii podjazdów, które mocno dały w kość zwłaszcza Iwonie, pozostaje skierować się do ostatniego „jurajskiego” obiektu tej wycieczki. Na szczęście po fajnej nawierzchni i w otoczeniu pięknych lasów, przez Olejin, docieramy do zamku Rabsztyn.

Tutaj lekkie rozczarowanie, bo ruiny mimo imprez wokoło, nadal pozostają zamknięte (prace trwają już od lat;/). Na szczęście pieczątkę i souveniry można uzyskać w chacie pod zamkiem.

   Od Rabsztyna do Olkusza dzieli nas już ledwie parę kilometrów (ale adrenaliny nie brakuje, za sprawą pagórków i kolein na tym bardzo ruchliwym odcinku). W Olkuszu, na jakimś 60 kilometrze trasy czas na „Kebab” i dalej do Bukowna (gdzie Marek odbiera dawno temu zostawione lusterko podczas rodzinnych odwiedzin, a gdzie my przy okazji wszyscy załapaliśmy się na gorące przyjęcie i …ciepłą kawę;-)). Po około 30 minutach niestety musieliśmy pożegnać życzliwych gospodarzy, bo do zmroku pozostało jakieś dwie godzinki, a czas pozostałej jazdy wskazywał sporo więcej.

Z Bukowna, na szczęście lekko z górki, szybko dotarliśmy przez Jaworzno do Mysłowic. Tutaj lekkie eksperymenty i błądzenie spowodowały chwilową nerwowość, ale i dużą mobilizację, więc od dotarcia na Murcki tempo wzrosło do tego stopnia, że udało się w miarę możliwości sprawnie dotrzeć do celu. Brawa szczególnie dla naszych „życiówkowiczów” i „oldboja”. Ponad 130km nie robi się codziennie:D.

Było GIT…za tydzień zaś…;-)

21 RAJD KOLARSKI SZLAKIEM OBROŃCÓW ŚLĄSKA –  GOSTYŃ 14.09.2019

W sobotnie przedpołudnie pojechaliśmy na Gostyń pod pomnik, aby przygotować się do obsługi rajdu. Pogoda sprzyjała chociaż było troszkę chłodno. Jednak gdy słoneczko oparło się było całkiem przyjemnie.

Powoli zaczęli przyjeżdżać rowerzyści, różne kluby rowerowe, osoby indywidualne, całe rodziny jak i grupa szkolna. Międzyczasie rozgrywały się konkursy w rzucie oponą na tyczkę jak i kręcenie kołem fortuny.

Po zakończeniu konkursów nadszedł czas na podsumowanie. Prezes PTTK Mikołów wywoływał kolejnych zwycięzców konkursów. Na koniec statuetki dla grupy rowerowej szkolnej zdobyła SP nr 6 w Łaziskach Średnich, a najliczniejszą grupą rowerową był Klub Kolarski „Ramża”.