Lipiec

WYPRAWA SZLAKIEM LATARNI MORSKICH ŚWINOUJŚCIE – GDAŃSK 06-14.07.2018r. 

 Dzień 1

Naszą podróż rozpoczęła się około godziny 1.00 dnia 6.07.2018 (tj. piątek) od Katowic, skąd udaliśmy się do Świnoujścia pociągiem. O godzinie 10.00 zwarci i „wypoczęci” po nocy w Zugu wystartowały na podbój pierwszej latarni (i po paszport) za port w Świnoujściu.

Po powrocie pod dworzec zaliczyliśmy jeszcze przeprawę promową na wyspową część miasta. Po krótkim odpoczynku, ruszyliśmy w kierunku Międzyzdrojów, gdzie zjedliśmy obiad. Docelowym miejscem tego dnia była Wisełka, do której by dojechać musieliśmy pokonać chyba najwyższe podjazdy na Pomorzu zachodnim. Na miejscu po sprawnym poszukiwaniu noclegu i rozbiciu namiotu mogliśmy nareszcie odpocząć (nie licząc dmuchania materacy z biedronki). Dystans około 50km.

Dzień 2

Po odespaniu poprzedniej – zarwanej – nocki, z Wisełki wyruszyliśmy dopiero krótko przed 11-tą.  A plany na ten dzień przewidywały ponad 100km. Początkowo dzięki chłodnej atmosferze (temperatura poniżej 20°C) szybko przebrnęliśmy min. przez Dziwnów, Pustkowo, Rewal do drugiej możliwej do zwiedzenia na szlaku  latarni morskiej w Niechorzu.

Następnie po małej pomyłce i krótkim „rowerowym plażingu” pognaliśmy przez Pogorzelice trasą częściowo ograniczoną terenem jednostki wojskowej w kierunku Mrzeżyna. Kołobrzegu nie udało się osiągnąć, a fajrant po około 100km postanowiliśmy zrobić koło 20.00 na polu namiotowym „Biała mewa” w Dźwirzynie.

Dzień 3

 

Z powodu lekkiego poślizgu dnia poprzedniego zmodyfikowaliśmy nieco trasę, której celem poza dwiema latarniami w Kołobrzegu i Gąskach było Mielno, gdzie mieliśmy okazję spotkać naszego klubowego kolegę Marka.  Ale od początku. Start godzina 10.00 – kolejno przez Grzybowo, Kołobrzeg (molo i latarnia), objazdem wokół kolejnych terenów wojskowych (lotnisko w Bieczu). Dalej przez „Skansen chleba” do Ustroni morskich, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę na dwugodzinne spotkanie ze znajomymi. Później przyjemny przejazd do Gąsek i zwiedzanie latarni. Na koniec, nieco okrężnie przez Mielenko do Mielna na poczęstunek u Marka, po czym zameldowaliśmy się na polu namiotowym po drugiej stronie ulicy o godzinie 20.00

Dzień 4

Z Mielna koło godziny 10-tej udaliśmy się dobrej jakości ścieżką do miejscowości Łazy. Tam, nie będąc pewni przedostania się wzdłuż morza, zrobiliśmy sobie objazd wokół jeziora Bukowo –  przejeżdżając przez Osieki, Rzepkowo i Iwięcino.

Następnie, po drodze zobaczyliśmy kościół będący pozostałością po Cystersach w Bukowie morskim kierując się do Dąbek. Stamtąd nową ścieżką aż do samego Darłowa, gdzie zwiedziliśmy zamek Książąt Pomorskich. Kolejnym celem w pobliżu była latarnia morska w Darłówku (kiedyś oddzielne miasto, dzisiaj dzielnica Darłowa). Przedostatnim etapem tego dnia był Jarosławiec do którego koło 17-ej dotarliśmy jedną z najlepszych nadmorskich ścieżek od Darłowa.

Po zaliczeniu latarni i obiadokolacji udaliśmy się okrężnie (przekraczając przy okazji granicę województw zachodniopomorskiego i pomorskiego) fatalną drogą bez ścieżki a nawet równego pobocza do Ustki na pole namiotowe. Meta po około 100km krótko przed 21.

Dzień 5

Po nocce z mewami na polu namiotowym „Zacisze” w Ustce około 9.40 rano udaliśmy się na latarnie. Następnie ruszyliśmy na bardzo trudny etap podróży okrążając wydmy oraz dwa jeziora leżące na obszarze Słowińskiego Parku Narodowego, a więc Gardno i Łebsko. Do tego wszystkiego latarnia Czołpino do której zmierzaliśmy leży między nimi obydwoma. Do latarni zrobiliśmy jakieś 50km min.

przez miejscowości tj. Machowinko, Bałamątek, Gardno Wielkie, Smołdzino czy Smołdziński Las, a do Łeby, która była naszym celem kolejne 60km – tym razem przez min. Żelazo, Główczyce, Cecenowo, Wicko, Podroże. Meldunek na polu nastąpił koło 21. Dystans razem z zakupami około 115km.

Dzień 6

Start o godzinie 10.00 na szlak przez Nowęcin i brzegiem jeziora Sarbsko (10km prowadząc koła po piachach). Następnie chwila asfaltu i znów skusiły nas skróty – tym razem przez Dymnicę (następne km piachu), Ulinię, Sasino do latarni Stilo (znów ze 2km tym razem rowery zostawiając na dole).

  Na szczęście kolejne kilometry dość dobre – do Kopalina super drogami pożarowymi i ścieżkami rowerowymi. Następnie nieco gorszy przejazd do Białogóry i znowu super ścieżką szutrową z podłożem betonowym do Dębek. Tam z racji  gwałtownie pogarszającej się pogody intensywne poszukiwania noclegu pod dachem zakończyły się sukcesem 4km od Dębek i morza w „Willi Uszatek” (miejscowość Odargowo) – serdecznie polecamy. Dystans dnia około 65km do godziny 20-ej, byle zdążyć na chociaż jeden półfinałowy mecz.

Dzień 7

Po deszczowej nocy start jak zwykle o 10.00 do Krokowej stale pod górkę. Dalej ruchliwą i złej jakości drogą przez Karwieńskie Błota do Karwi, która przywitała nas opadami.

Po serii zmiennej aury (deszcz/przerwa/deszcz/przerwa) zaliczając jeszcze po drodze Jastrzębią Górę i latarnię w Rozewiu przystanęliśmy na obiad w Cetniewie, kawałek za Olimpijskim ośrodkiem sportu. Tutaj po „telekonferencji” z kolegą Adim dzięki jego namiarom na nocleg,

zarezerwowaliśmy pokój we wspomnianym Cetniewie (dzielnica Władysławowa) po ledwie 30km jazdy. Resztę dnia poświęciliśmy na czytanie i spacer po okolicy – w tym po Alei Gwiazd Sportu. Etap rowerowy zakończyliśmy rekordowo wcześnie, bo już o 14-ej.

Dzień 8

Po pierwszym tak wypoczynkowym etapie, mimo gęstniejących nad naszymi głowami chmur ruszyliśmy pełni werwy na jak się okazało później przedostatni etap na Hel i do Gdańska. Po porannych zakupach we „Władku”, aż do Jastarni objechaliśmy na „prawie sucho”. Dalej w kratkę – po prysznicu we wspomnianej Jastarni zaliczyliśmy jeszcze najniższą i bez możliwości zwiedzania latarnię (ledwie 13m wysokości). Później jakoś dotarliśmy na Hel, gdzie po sesji na cyplu mola i zakupie biletów na tramwaj wodny wyruszyliśmy pod latarnie.

Nieco ponad godzinkę później byliśmy już zapakowani na prom. Po kolejnych dwóch godzinach dopłynęliśmy do portu w Gdańsku. Stolica województwa pomorskiego przywitała nas wodą, na latarnię (oddaloną ponad 10km od nas a zamykaną już o 19 było trochę za późno więc po krótkiej sesji ruszyliśmy w poszukiwaniu pola namiotowego (Gdańsk Stogi – kilka kilometrów od centrum).Koniec etapu po około 50km na rowerze i 30km na promie koło 20.00

 

Dzień 9 powrót

Ostatni dzień mimo zapowiedzi „meteo” obudził nas bardzo mokro. Namiot składaliśmy podczas mżawki. Dopiero około godziny 9.30 lekko się wypogodziło, jednak dopiero po 11 zrobiło się jaśniej i ciepłej. A my znów na „last minute” zamiast odpoczywać gnaliśmy jeszcze coś zobaczyć, a przede wszystkim zaliczyć latarnię w nowym porcie.

Zrobiliśmy 30km, odwiedzając min. Fragment starego miasta, bursztynowy stadion Energa oraz wspomnianą latarnię, w której przy okazji udało się zweryfikować brązową odznakę Bliza (do srebrnej brakło jeszcze pieczęci z Krynicy Morskiej).

Na pociąg o 13.27 zdążyliśmy nawet z 15 minutowym zapasem zaliczając jeszcze po drodze Mc wramp-a.

Cała trasa nie pochłonęła żadnych ofiar…tzn. 0 awarii, 0 pan, 0 wypadków. To wszystko w niespełna 9 dni i około 600km z czego jesteśmy niezmiernie dumni.

 

SZLAKIEM ZAMKÓW WOKÓŁ OPAVY – 22.07.2018

W słoneczną niedzielę nasza pięcioosobowa grupa w składzie: Agnieszka, Stefan, Marek, Rafał i Józek postanowiła się wybrać na rowerową wycieczkę wokół Opavy, której celem było zwiedzić jak najwięcej zamków zlokalizowanych w jej okolicy. Z racji że Opava oddalona jest od Łazisk o kilkadziesiąt kilometrów postanowiliśmy podjechać pod granicę Polski z Republiką Czeską samochodami do miejscowości Krzanowice, skąd wyruszyliśmy już na rowerach w dość mocno pagórkowatą trasę przez miejscowości takie jak Chuchelna i Bolatice do pierwszego na trasie pałacu, a mianowicie Kravare.

Następnie, błądząc nieco przez różne pola golfowe i leśne ścieżki udaliśmy się do kolejnego na trasie zameczku, którym był Raduń. W tym miejscu postanowiliśmy zawalczyć o jakąś pieczątkę, a także zrobiliśmy przerwę by rozłożyć nasz zestaw śniadaniowy, zaparzyć kawę i posilić się kanapkami.

Po  przerwie wyruszyliśmy do ostatniego przed powrotem jak się okazało zamku, którym był Hradec. Najbardziej okazały z całej trójki i jak się okazało najtrudniejszy do zdobycia, ponieważ poza bardzo oryginalną trasą jaką zaproponowała nam nawigacja Rafała, ostatni etap prowadził pod podjazd o kilkunastoprocentowym nachyleniu.

Na terenie Hradca, mimo dużej liczby turystów przybyłych na jakiś festyn udało nam się posilić złotym trunkiem, a w miasteczku położonym poniżej zaliczyć obiad. Koło godziny 17 trzeba było jednak niestety ruszyć żwawym tempem w stronę samochodów do których mieliśmy jeszcze ładnych 30 kilometrów.

Całą trasę zakończyliśmy mając na liczniku między 90 a 100 kilometrów. Moje „Endo” padło po 83, więc niemam dokładnych danych.