Maj

58 ZLOT PRZODOWNIKÓW TURYSTYKI KOLARSKIEJ BOSZKOWO 26.05 – 03.06.2018 r

DZIEŃ I 26.05.2018 r – REJESTRACJA

SOBOTA

Dziesięciu z naszego klubu wybrało się na zlot przodowników turystyki kolarskiej, który odbywa się w Boszkowie w woj. Wielkopolskim.

Przyjechaliśmy na miejsce zakwaterowania, po krótkim odpoczynku i ulokowania się w swoich kwaterach pojechaliśmy zarejestrować się oraz odebrać pakiety startowe. Po przywitaniu przez gospodarzy udaliśmy się w krótką trasę po okolicy.

Po powrocie do miejsca zakwaterowania, ustaliliśmy plan następnego dnia i udaliśmy się na odpoczynek.

DZIEŃ II 27.05.2018 r OFICJALNE OTWARCIE ZLOTU

NIEDZIELA

Po śniadaniu udaliśmy się na mszę św. do Włoszakowic. Po mszy pojechaliśmy na otwarcie 58 zlotu, gdzie mieliśmy okazję posłuchać muzyki orkiestry dętej, oraz obejrzeć występy mażoretek, które im towarzyszyły.

Po oficjalnym otwarciu udaliśmy się na zwiedzanie pałacu myśliwskiego, którego obecnym gospodarzem jest Urząd Gminy Włoszakowice. Pałac ten wzniesiono na panie trójkąta, co widoczne jest po przekroczeniu progu rezydencji Sułkowskich, gdzie znajduje się imponujących rozmiarów trójkątna sala  z zachowaną zabytkową dekoracją architektoniczną.

Następnie udaliśmy się w trasę nową asfaltową drogą, która prowadziła przez Tłucznie – Zabórowice na Brenno  gdzie zwiedziliśmy zabytkowe wiatraki. Przy fajnej pogodzie i wystarczyła chwila nieuwagi i doszło do bliskiego spotkania z asfaltem naszej koleżanki Eli. Szybko pozbieraliśmy ją i opatrzyliśmy rany, po doprowadzeniu do stanu używalności roweru udaliśmy się w dalszą drogę do Olejnicy. Na szczycie niewielkiego wzgórza znajdowała się wieża widokowa niestety była ona zamknięta z powodu złego stanu technicznego, gdyż zagrażała ona bezpieczeństwu użytkowników.

Z Olejnicy parę kilometrów dalej pojechaliśmy do miejscowości Górsko, w której znajdowała się bardzo ciekawa Galeria Rzeźby Ptaków i Epopeja Narodowa „Pan Tadeusz” w rzeźbach i płaskorzeźbach. Pan Marian Murek talent rzeźbienia wyrzeźbił w drewnie większość gatunków ptaków  i przeznaczył na tą galerię jedno ze swoich gospodarczych pomieszczeń, a podczas oglądania z głośników emitowane są specjalne nagrania ptaków.

Potem rzeźbiarz zaczął rzeźbić w drewnie lipowym płaskorzeźby ilustrujące poszczególne księgi epopei narodowej Adama Mickiewicza „Pan Tadeusz”.

Po zwiedzaniu tak pięknej galerii udaliśmy się w drogę powrotną do Boszkowa przez piaszczyste leśne dukty. Po obiadokolacji i zebraniu na miejscu zlotu wróciliśmy na kwaterę i zrobiliśmy wieczorem grilla. I znów miło spędziliśmy razem czas.

DZIEŃ III 28.05.2018 r ŚMIGIEL I KOŚCIAN

PONIEDZIAŁEK

Nadszedł poniedziałek, trzeci dzień zlotu. Na dzisiaj zaplanowane było zwiedzanie gminy Śmigiel i Kościan. O godz. 8:30 wyruszyliśmy na trasę, słońce towarzyszyło nam od samego rana.

I tak przez Ujazd – Boszkowo-Letnisko – Dębinę przyjechaliśmy do Bucza zwiedzić przepiękny drewniany kościółek p.w. Św. Barbary. Następnie przez Barchlin – Popowo Stare  do Śmigla – miasta wiatraków, gdzie mieliśmy pierwszy postój na zwiedzanie. Mieliśmy tą przyjemność, aby po gminie oprowadził nas przewodnik i pokazał wyjątkowy  zachowany cmentarz ewangelicki. Znajduje się na jego terenie wciąż niezagospodarowana kaplica cmentarna oraz wiele płyt nagrobnych wmurowanych w ogrodzenie okalające teren nekropolii. Potem zaprowadził nas na wzgórze, na którym były dwa drewniane wiatraki „Serwacy” i „Pankracy” i opowiedział ich historię. Potem odwiedziliśmy gotycki kościół pw. NMP Wniebowziętej.

Po zwiedzaniu ruszyliśmy w dalszą trasę przez Bruszczewo – Przysiekę Polską – Widziszewo – do Kościana na kolejne zwiedzanie. Tutaj przewodnik oprowadził nas po kościele w stylu gotyckim pw. Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej z ołtarzem trzykondygnacyjnym i cennym tryptykiem w bocznej nawie. Potem poszliśmy do Muzeum Regionalnego, gdzie wyświetlona została na makiecie prezentacja multimedialna przedstawiająca historię Kościan.

Po zwiedzaniu wracaliśmy już przez Racot – Gryżynę – Gniewowo – Wonieść – Parsko – Żydowo – Stare Bojanowo – Robaczyn – Nietężkowo, gdzie Sebastian próbował wymienić szprychę, ale była za krótka potem przez Podśmigiel – Bronikowo – Machcin – z przerwą na lody, bo przejeżdżając przez Bukówiec Górny – Andrzej złapał gumę. Po wymianie dętki wróciliśmy już przez Włoszakowice do Boszkowa robiąc 90 km.

DZIEŃ IV 29.05.2018 LESZNO I RYDZYNA

WTOREK

Nadszedł kolejny dzień podróżowania po Wielkopolsce tym razem podzieliliśmy się na dwie grupy. Siedmioosobowa grupa wyruszyła do Leszna, a reszta do Puszczykowa, ale o tym później.

O godz. 9:00 wyruszyliśmy z Boszkowa drogą asfaltową przez Włoszakowice – Krzyżowiec – Jezierzyce Kościelne z drewnianym kościółkiem – Gołanice do Święciechowa gdzie zrobiliśmy krótki postój na rynku i cały czas asfaltową drogą rowerową dojechaliśmy, aż do Leszna. W Lesznie wszystkie kamienice wokół Ratusza były zabytkowe, na parkingu ustawionym przy ratuszu zostawiliśmy rowery i poszliśmy na krótkie zwiedzanie okolicznych kościołów i muzeum.

Potem wyruszyliśmy piękną ścieżką przez całe miasto, lecz ledwo dojechaliśmy do końca miasta ścieżka się skończyła bo przebudowywali infrastrukturę drogową. Próbowaliśmy przebić się lasem, ale wyjazd z niego szczelnie osiatkowali i tylko dzięki uprzejmości miejscowego udało nam się szybciej dotrzeć do interesującej nas drogi na Rydzynę.

Jadąc lasem wyjechaliśmy koło zbiornika Rydzyna i objeżdżając go dotarliśmy  w końcu do Zamku w Rydzynie. Rydzyna to miasto – zabytek, objęte opieką konserwatorską ze względu na zachowany tu XVIII-wieczny układ przestrzenny oraz liczne zabytkowe budowle. Po obejrzeniu zamku wracaliśmy tą samą drogą do Boszkowa. W tym wielkim 35 stopniowym upale przejechaliśmy 80 km.

DZIEŃ IV – 29.05.2018 TRASA 2 PUSZCZYKOWO

WTOREK

Druga trzyosobowa grupa, która wyjechała wcześnie rano na cel obrała sobie Puszczykowo z Muzeum Pracownia Literacka Arkadego Fiedlera – podróżnika i wybitnego pisarza. Placówka znajduje się w starym domu Fidlerów, a znajdują się w niej eksponaty z podróży co można zobaczyć w galerii.

Koledzy, którym było mało postanowili jeszcze pojechać do Rogalina obejrzeć okazały Pałac, w którym zajmuje się oddział Narodowego Muzeum w Poznaniu.

Po zwiedzeniu wszystkich ciekawych miejsc, wrócili w ukropie do domu pokonując 144km.

 

DZIEŃ V 30.05.2018 WSCHOWA

ŚRODA

Nadszedł piąty dzień zmagań rowerowych, sześć osób postanowiło pojechać obejrzeć zabytki Wschowej. Po drodze zatrzymaliśmy się przy leśniczówce Krzyżowiec gdzie znajduje się Arboretum. Powierzchnia ta przeznaczona jest do uprawy różnych gatunków drzew lub krzewów, odmian zarówno krajowych, jak i obcych, dla celów naukowo-badawczych z zakresu ekologii, aklimatyzacji i hodowli. Po zwiedzeniu arboretum udaliśmy się przez Zbarzewo – Osowa Sień do Wschowej.

Po przeprowadzeniu przez przewodników po mieście Wschowa i obejrzeniu kościoła św. Stanisława i zamku królewskiego oraz architektury miasta  pojechaliśmy do miejscowości Sława.

W Sławie zwiedziliśmy kościół św. Michała Archanioła oraz ładnie zaprojektowany deptak z fontanną Witosławy, z którą wiąże się legenda dzięki której miasto zwie się właśnie Sława. A idzie ona tak: ” Pewnego dnia w upalne popołudnie opiekunka dziewczynki zasnęła. Wówczas z toni jeziora wyłoniły się nimfy wodne i wśród pląsów i śpiewów zabrały małą Witosławę do swego podwodnego królestwa. Po tym wydarzeniu zrozpaczony ojciec oraz dworzanie biegali wzdłuż brzegu jeziora, wołając imię Witosława, szukając przez wiele dni zaginionej dziewczynki. Echo niosło imię Witosławy po wodzie i wracało odbite od ściany lasu jako… sława. Od tej pory jezioro i całą okolicę nazwano Sławą.”

Po zwiedzeniu miasteczka udaliśmy się na słodkie małe co nie co nad jezioro Sławskie, rozkoszując się w ten upalny dzień lekkim chłodem nadchodzącym znad jeziora.

Po zwiedzeniu tego miasta ruszyliśmy w drogę powrotną przez Wróblów – Wijewo – Brenno – Miastko – Górsko – Dominice do Boszkowa pokonując 78 km trasę.

DZIEŃ V – 30.05.2018 TRASA 2 PRZEMĘT

ŚRODA

Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się słonecznie, nasza czwórka postanowiła zostać na bazie, jednak po porannych porządkach stwierdziliśmy, że pogoda jest dobra do jazdy. Więc wybraliśmy się na małą rajzę po okolicy. I tak naszym celem był Przemęt z trzema kościołami. Następnym punktem była wieża widokowa w Siekowie, do której prowadziła piaszczysta droga i okalające pola szparagów. Po przeprawie przez piaski, wróciliśmy do Boszkowa.

Po powrocie pojechaliśmy na bazę zlotu i zrobiliśmy wspólne zdjęcie. Potem można było się uraczyć kiełbaską i piwem. I tak skończył się kolejny dzień zlotu.

DZIEŃ VI – 31.05.2018 JEZIORO LGIŃSKO

CZWARTEK – BOŻE CIAŁO

Nadszedł kolejny upalny dzień, czwartek – Boże Ciało. Postanowiliśmy w  ten świąteczny dzień wybrać się nad jezioro Lgińskie i rozkoszować się piękną pogodą.

Jadąc na rowerach po piachach, przy 34 stopniowym upale, który każdego rozbijał na części pierwsze, marzyliśmy o cieniu i zamoczeniu się w jeziorze. W końcu po przejechaniu 12 km dotarliśmy do celu. Jedni udali się do kościoła, aby wziąć udział w obchodach Bożego Ciała, a reszta udała się na upragniony wypoczynek nad jeziorem.

Po ok. 3 godzinach leżingu, smażingu i plażingu niechętnie wracaliśmy przez Wilanów Radomyśl – Wijewo – Brenno  – Miastko –  Górsko – Dominice do Boszkowa. Pomimo krótkiej 36 km trasy nasz wypad rowerowy uznaliśmy za udany.

DZIEŃ VII – 1.06.2018 WOLSZTYN

PIĄTEK

Celem dzisiejszej trasy był Wolsztyn. Po wcześniejszym zapoznaniu z trasą jechaliśmy z Boszkowa na Przemęt – do miejscowości Błocko 12 km szutrem polnym w odkrytym terenie. A słońce paliło niemiłosiernie. Przybywając do Błocka kierowaliśmy się na Gościeszyn – Stara Dąbrowa i pędziliśmy prosto do Wolsztyna.

W Wolsztynie na rynku zorganizowany był parking rowerowy, gdzie można był zostawić rower i udać się na zwiedzanie z przewodnikiem. Na rynku można było obejrzeć zabytkową zabudowę miasta, zwiedzić Muzeum Marcina Rożka, gdzie na tyłach domu znajduję się pięknie utrzymany ogród z kamiennymi rzeźbami.  Kolejnym odwiedzonym muzeum było Muzeum Roberta Kocha powiatowego lekarza i noblisty. To tutaj prowadził prace nad zakażeniami ran i doświadczenia z wąglikiem, zanim po przeniesieniu do Berlina w 1882 r. odkrył bakterię wywołującą gruźlicę, a w  1905 r. Robert Koch otrzymał Nagrodę Nobla z dziedziny medycyny.

Ostatnim już miejscem w Wolsztynie ciekawym do zwiedzenia była Parowozownia. Parowozownia Wolsztyn jest nadal czynną lokomotywownią, z której codziennie wydawane są parowozy do prowadzenia planowych pociągów pasażerskich na trasie do Poznania.Nie jest to skansen ani muzeum specjalnie utworzone dla prezentacji parowozów i ich zaplecza, ale czynna od ponad 100 lat prawdziwa parowozownia. Tylko tutaj codziennie można zobaczyć gorący, buchający parą parowóz.

Po zwiedzeniu nadciągnęły czarne chmury, z których lunął deszcz. Nie mając się gdzie przed nim schronić pędziliśmy w deszczu do miejscowości Obra. Zatrzymaliśmy się przy Klasztorze gdzie znajduje się kościół pocysterski pod wezwaniem św. Jakuba Większego. Chociaż przestało w Obrze padać cali przemoknięci popędziliśmy przez Świętno na Mochy i patrząc wysoko w niebo uciekaliśmy przed kolejną burzą na Przemęt. Z Przemętu już spokojnie udaliśmy się do Boszkowa na kwaterę pokonując w deszczu 87 km.

DZIEŃ VII – 1.06.2018 ŚLADAMI BARTKA Z PIEKŁA

PIĄTEK

Dzisiejszy dzień zapowiadał się pochmurnie. Gojące się moje kolana nie pozwalały na długą trasę, więc żeby nie siedzieć we dwóch na tarasie wybraliśmy się na krótką wycieczkę po okolicy.

Na cel nasz obraliśmy sobie wieżę widokową w Dominicach, następnie starą Papiernię i Kopiec Wilsona. Po przejechaniu znaku Dominice wjechaliśmy do lasu, oczywiście droga przez las była piaszczysta co nie ułatwiało dojazdu na wieżę, z której rozpościerał się widok na jez. Dominickie i odkrywkową kopalnię.

Następnie skierowaliśmy się w głąb lasu docierając do Papierni (został opuszczony budynek), a następnie w poszukiwaniu kopca Wilsona. Kopiec nie był oczywiście wielkich rozmiarów jakby można było się spodziewać, wręcz był bardzo mały.

Słysząc w oddali pomruki nieba, zaczęliśmy się zbierać w drogę powrotną. Żeby nas nie zmoczyło jak najszybciej staraliśmy wyjechać z lasu piaszczystą ścieżką. Mijając znak Dominice można było zauważyć że w Boszkowie zdążyło już polać. Jak się potem dowiedzieliśmy padało raptem 5 minut, a my zdążyliśmy na kwaterę przed burzą.

DZIEŃ VII – 1.06.2018 ZAKOŃCZENIE ZLOTU

PIĄTEK

Na dzisiejszy wieczór organizatorzy zaplanowali oficjalne zakończenie zlotu. Więc po ogarnięciu się cała nasza ekipa pojechała na bazę zlotu.

O godz. 19:00 komandor  zlotu nagrodził najlepszych w różnych konkursach. A Przewodniczący Komisji Turystyki Kolarskiej ZG PTTK Marek Koba wręczał zweryfikowane odznaki i nowe uprawnienia 18 nowym przodownikom turystyki kolarskiej, którzy w czasie zlotu przechodzili kurs i zdali egzamin. Po rozdaniu nagród i odznak 58 Zlot został oficjalnie zakończony. Na koniec był występ 4 dziewcząt, które swoim śpiewem umilały zlotowcom wieczór. My w tym czasie zrobiliśmy jeszcze kilka wspólnych zdjęć i udaliśmy się na kwaterę.

Po całym tygodniowym trudzie jazdy na rowerze w takie upalne dni byliśmy już myślami przy powrocie do domu.

SERCE ŚLĄSKA – NIKISZOWIEC, 13.05.2018 r. 

 

Podróż do serca Górnego Śląska – Nikiszowca rozpoczęliśmy w pogodną niedzielę. Przed południem w dwu-osobowym składzie wyjechaliśmy z Mikołowa w kierunku katowickiego Podlesia.

Następnie w Piotrowicach wjechaliśmy na ścieżkę rowerową, która prowadziła nas przez Ochojec, Brynów, Katowicki Park Leśny, wzdłuż lotniska Muchowiec aż do Doliny Trzech Stawów. Tutaj odbiliśmy w prawo w kierunku Szybu V KWK Staszic. Teraz droga była bardziej skomplikowana ponieważ musieliśmy przejechać przez dwie bardzo ruchliwe trasy: krajową 86 i autostradę A4. W pierwszym przypadku przejechaliśmy kładką nad trasą szybkiego ruchu a w drugim musieliśmy stromym urwiskiem zejść pod most po którym przebiegała autostrada, przekroczyć strumyk i tory kolejowe aby przedostać się na drugą stronę autostrady.

Po tej przeprawie mieliśmy już cały czas prostą, asfaltową drogę przez las aż do naszego miejsca docelowego, katowickiej dzielnicy Nikiszowiec. Krążąc pomiędzy piękną architekturą, zabytkowej, górniczej dzielnicy Katowic podziwialiśmy czerwone okiennice w ceglanych familokach, zrobiliśmy kilka zdjęć oraz odpoczęliśmy. Trasa powrotna przebiegała przez drugą starą dzielnicę Katowic – Giszowiec. Tu po drodze minęliśmy kilka zabytkowych, górniczych budynków mieszkalnych ale wybudowanych w odmiennym stylu niż te na Nikiszowcu. Następnie z Giszowca wyjechaliśmy na obrzeża Mysłowic po czym ponownie pojawiliśmy się w Katowicach, w Murckach. Stąd poprzez Kostuchnę i Podlesie powróciliśmy do Mikołowa. Łączna trasa zajęła nam 46 km w czasie 3 godzin.

 

Wyjazd na coroczną pielgrzymkę na ANNABERG 11-13.05.2018r

 

W tym roku wymyśliliśmy sobie tzn Kristek,Marek i Adi aby jechać na pielgrzymkę rowerową na Górę Św.Anny taką trochę okrężną trasą i na dodatek 3 dniową.W piątkowy poranek ruszyliśmy w stronę Gliwic dalej Błotnica Strzelecka-Strzelce Oplskie potem na Krasiejów-Ozimek i Nad Jezioro Turawskie .Następnie zmieniliśmy kierunek na Opole przez Niwki gdzie odwiedziliśmy miejsce urodzenia kolarza Joachima Halubczoka następnie na Zbicko i opole gdzie pokręciliśmy się po mieście i wzdłuż Odry obraliśmy kierunek na Krapkowice i do naszej bazy noclegowej do miejscowości Pietna Zaliczając ok.162 km.W drugim dniu udaliśmy się na wcześniej wspomnianą Pielgrzymkę na Górze Św.Anny gdzie zjeżdza się corocznie przeszło 1000 lub więcej rowerzystów. NA miejscu spotykamy naszą ekipę z naszego MIKOŁO a zebrało nas się 9 ludków Agnieszką ,Elę Józka, Seby Tadka,Pawła .Po mszy pooglądaliśmy różne akrobacje i atrakcje rowerowe i pożegnaliśmy sie z naszą 6 osobową ekipą która popędziła w kierunku Domu .A my z racji bliższego noclegu zrobiliśmy sobie małą pętelkę i przez Gogolin do bazy zaliczając tylko 55 km.W sobota były plany ale zniweczył je mocny wiatr od wschodu…z resztą wiało ze wszystkich stron hahaha.Obraliśmy zaraz azymut do naszych domów.Z Pietny na Krapkowice-Zdzieszowice-Zalesie Śląskie-Starą Kużnię-Rudy-Kamień-Leszczyny-Ornontowice gdzie Adi zaliczył gumę w tylnym kole i potem już do domciu gdzie zakończył się nam piękny wekend.W tym dniu wymęczyliśmy 115 km.

 

RAJD ROWEROWY NA GÓRĘ ŚW. ANNY 12.05.2018

W sobotę po wcześniejszych ustaleniach nasi klubowicze z trzech stron wyruszyli na Górę Św. Anny. Jedni startowali z Turawy drudzy Żor, a nasza 4 – osobowa ekipa o godz. 7:00 wyruszyła z Łazisk Górnych.

Z Łazisk Górnych jadąc przez Orzesze – Ornontowice – Dębieńsko – Czerwionkę – Leszczyny Czuchów – Szczygłowice – Kuźnię Nieborowską – Nieborowice – Żernicę – Smolnicę – Sośnicowice przejechaliśmy przez Sierakowice  gdzie na 48 km była granica województwa opolskiego. Po stronie woj. opolskiego trasa prowadziła przez Goszyce – Kotlarnie – Starą Kuźnie do Sławięcic.

Niepozorna biała tablica przy lesie informowała, że w głębi lasu znajduje się  były obóz koncentracyjny Blechhammera. Postanowiliśmy go zwiedzić. Po zapoznaniu się z historią tego miejsca okazało się że jest to filia obozu Auschwitz. Do dziś pozostał jedynie budynek krematorium oraz budki strażnicze i fragmenty słupów ogrodzeniowych. Na miejscu, gdzie stały baraki, rośnie teraz las. Po obejrzeniu pozostałości obozu kierowaliśmy się do centrum gdzie wjechaliśmy do parku, w którym zostały ruiny pałacu Sławięcice, a wśród alejek i strzyżonych trawników pamiątką wojennych zmagań pozostały nietknięte czasem małe betonowe schrony bojowe. Po zrobieniu kilku fotek udaliśmy się przez Zalesie Śląskie – Lichynie  do Leśnicy, gdzie na rynku zrobiliśmy krótką przerwę. Z Leśnicy zostało nam do pokonania tylko 7 km z podjazdami, w końcu Sanktuarium Św. Anny znajduje się na górze.

Po przejechaniu 85 km dotarliśmy na miejsce o 12:30, którym było Międzynarodowe Sanktuarium Świętej Anny Matki Najświętszej Maryi Panny na Górze Świętej Anny. Przed Mszą dla rowerzystów chcieliśmy coś przekąsić lecz kolejka była zbyt długa. Udaliśmy się przed Kościół i tam spotkaliśmy resztę naszej ekipy. W sumie z naszego klubu było nas dziewięciu. Po zapisach zakupiliśmy okolicznościowe butony, podbiliśmy książeczki i do tego dostaliśmy kilka map. Spotkaliśmy również przyjaciół z Głuchołazów z którymi chodzimy po górach jak i wielu innych znajomych rowerzystów.

O 13:00 rozpoczęła się Msza Św. w której brało udział ponad 1000 rowerzystów. Po Mszy zrobiliśmy grupowe zdjęcie, a potem udaliśmy się do domu pielgrzyma na obiad. Tam przed budynkiem odbywały się pokazy rowerzystów i konkursy z nagrodami. Na obiad serwowane były kotlety mielone, udko z kurczaka lub rolady z kluskami i zupa ogórkowa, na deser kawa i ciastko.

Ok. 15:00 wyruszyliśmy już w piątkę w drogę powrotną, bo w oddali zaczęło się robić burzowo. Niebo zaczęło pomrukiwać. Wjechaliśmy na drogę leśną i kontynuowaliśmy jazdę z rowerzystami z Gliwic. Droga choć przez las, była krótsza lecz jazda po wertepach trochę nas spowalniała i była bardziej wyczerpująca niż jazda asfaltem. Częściej robiliśmy przerwy co wydłużało nasz powrót. Jadąc przez las złapał nas 20 – minutowy mały deszcz, na szczęście obeszło się bez burzy.

Wracaliśmy mniej więcej tą samą trasą z małą modyfikacją z Zalesia Śląskiego lasem przez Łącza – Rachowice do Sośnicowic, a dalej tak samo. Kilka kilometrów od koksowni w Dębieńsku nasz kolega złapał gumę, chwilę zajęła wymiana dętki i mogliśmy jechać dalej. Powoli zapadał zmierzch, o godz. 21:00 byliśmy już pod Domem Kultury W Łaziskach Górnych i tam każdy udał się już w swoją stronę. Dzisiejszy dzień mimo przejechanych 162 km okazał się być jak zwykle udany. Pogoda też nam nie dokuczała choć było pochmurno, było całkiem ciepło, ledwo nas deszczyk pokropił.

WYCIECZKA DO JASTRZĘBIA – ZDROJU

I NA KONEC SVETA 6.05.2018

W niedzielny poranek po godz. 9:00 wyruszyliśmy we dwójkę w odwiedziny do Jastrzębia – Zdroju. Chociaż z samego rano słońce świeciło towarzyszył chłodny wiaterek. Aby ominąć główne drogi, korzystaliśmy ze szlaków rowerowych w okolicy, leśnych duktów i mniej ruchliwych dróg.

Wyjeżdżając z Łazisk Średnich jechaliśmy przez – Wyry – Gostyń – Zgoń – Królówkę, gdzie spotkaliśmy kolegów z Gronie Tychy, pogadaliśmy chwilę, a następnie ruszyliśmy się na Suszec. Przejeżdżając koło KWK Krupiński skręciliśmy na Rudziczkę – przejechaliśmy przez las Baraniok, a ruchliwą o tej porze DK 81 przekroczyliśmy w Warszowicach. Następnie przez Krzyżowice – Pniówek i Bzie dojechaliśmy do Jastrzębia na obiadek.

Po obiedzie stwierdziliśmy, że warto by było nadrobić zaległości, gdyż jak nasi jechali do koliby na Konci Sveta do Petrovic u Karvine, my w tym czasie byliśmy na Głównym Szlaku Sudeckim. Więc bez wahania wyruszyliśmy w kierunku przejścia granicznego, przy okazji odwiedzając cmentarz, gdzie spotkaliśmy wiewiórkę, którą uraczyliśmy kilkoma orzechami (nie pytajcie skąd mieliśmy orzechy).

Troszkę klucząc między domostwami w końcu dotarliśmy do przejścia granicznego. Jednak zamiast kierować się na wprost,wybraliśmy okrężną drogę z lekkimi podjazdami i do koliby dotarliśmy od drugiej strony. Po uzupełnieniu płynów ruszyliśmy w drogę powrotną, ku naszemu zdziwieniu granica znajdowała się o wiele bliżej, ale kto to wiedział jak gps nie działał.

Do domu wróciliśmy tą samą trasą, aby sobie ją utrwalić. W sumie przejechaliśmy 98 km. Miło było spędzić tak piękny dzień na rowerze

 

 

                       WYCIECZKA NA KONEC SVETA 1.05.2018

 Dnia 1.05.2018r grupa rowerzystów z klubu „MIKOŁO” w składzie Agnieszka, Józek   Tadek, Krist i Adi wyjechała na rajd organizowany przez Żorskie Wandrusy z Metą  w Petrowicach koło Karwiny (CZ).

Na zbiórkę do Żor zjeżdżaliśmy się z różnych stron, gdzie na rynku ekipa wstawiła się w
komplecie. Następnie cała grupą ruszyliśmy przez Krzyżowice – Pniówek – Pielgrzymowice do Zebrzydowic gdzie wstąpiliśmy na festyn regionalny na torta i kawę. Po odpoczynku udaliśmy się w stronę granicy polsko – czeskiej do Marklowic .Następnie podzieliliśmy się na dwie grupy, jedna pojechała do Karwiny ,a druga do Petrowic do gdzie zrobiliśmy sobie następny przystanek przy fajnym lokalu o nazwie NA KONCU SVETA.

Po zrobieniu sobie paru fotek przyszła i pora na nas aby pojechać do Karwiny na rynek. Na rynku pożegnaliśmy się z Agnieszką i Józkiem i wcześniejszym rozstaniu z Tadkiem, Adi z Kristkiem pojeździli po Karwinie, aby troszkę jeszcze pozwiedzać.

Następnie udaliśmy się w stronę granicy i przez Kończyce Małe – Pielgrzymowice – Pniówek – Żory – Orzesze gdzie rozstałem się z Kristem dojechałem do Łazisk. Pogoda dopisała, a i wypoczęło się trochę.