2017 - Mikoło

Idź do spisu treści

Menu główne:

KRONIKA - GALERIA > WYCIECZKI KLUBOWICZÓW


SZLAKIEM ZAMKÓW I PAŁACY
CZECH, SŁOWACJI I AUSTRII
20-27.06.2017

DZIEŃ PIERWSZY 20.06.2017
        W dniu 20.06.2017r. czteroosobowa grupa rowerzystów z Łazisk Górnych wybrała się w dziewięciodniową podróż na rowerze z Łazisk Górnych do Wiednia. Grupa w składzie Agnieszka, Stefan, Marek i Józek do pokonania miała włącznie z etapami poświęconymi zwiedzaniu pięknych pałacy i zamków na trasie około 600km. Dzienne dystanse wahały się od 40 do 110km. Trasa przebiegała zarówno kapitalnymi ścieżkami rowerowymi, jak również drogami samochodowymi, a czasem nawet przez pastwiska.
        Etap pierwszy, który rozpoczął się koło godziny ósmej rano, rozpoczął się zaraz za granicą polską – w Bohuminie. Rozpoczęliśmy od pokonania labiryntu ścieżek rowerowych Ostrawy, kierując się do Polanki nad Odrą, gdzie zrobiliśmy pierwszy krótki postój na śniadanie. Następnie dotarliśmy do Studenki, w której odwiedziliśmy pierwszy Pałac na trasie. Na miejscu okazało się że mieści się w nim muzeum kolejnictwa.
        Kolejnym obiektem zwiedzanym na trasie był pałac w Kuninie. Zanim jednak do niego dotarliśmy, lekko pobłądziwszy, zaliczyliśmy przygodę z elektrycznym ohrodnikiem i zagrodą z bykiem. W Kuninie – w przypałacowej restauracji, zaraz po sesji zdjęciowej, orzeźwiliśmy się czeską ambrozją „Jeżkiem” i dalej w drogę do Nowego Jicina.
        W Nowym Jicinie spędziliśmy jakieś 30 minut na rynku, na którym odbywały się jakieś taneczne występy, odwiedzając przy okazji informację turystyczną (stempel jest;)) i oczywiście kolejny pałac, po czym udaliśmy się w kierunku Starego Jicina, by zdobyć tamtejsze ruiny zamku. Niestety jako że podjazd był równie wymagający jak zdobycie Annabergu a po telefonie do pensjonatu na mecie etapu, okazało się że musimy tam być przed 19-tą, trzeba było odpuścić na około 2km przed ruinami.
        Z Nowego Jicina, nie będąc pewnymi czy damy radę na czas, w pośpiechu pognaliśmy powrotem do Nowego Jicina, skąd wspaniała, aczkolwiek lekko wznosząca się ścieżka miała nas doprowadzić prawie do celu. Po około 15 kilometrach i informacji jednego z miejscowych że do mety zostało koło 10 kilometrów z górki zrobiliśmy drugi tego dnia postój na „ambrozję” przy dworcu kolejowym w Hostaszowicach. Po kolejnej godzince, krótko przed 19-tą okazało się że nasz informator nie kłamał, dotarliśmy do celu. Mapy Google mówiły o około 70km, ale kto korzysta, wie że weryfikacja bywa różna – w efekcie wyszło jakieś 99-100km do mety w Valaskie Mezerici (Pojezierze Wołoskie). Dodajmy jeszcze że dwoje z nas wybrało się jeszcze na zakupy do kauflandu, przy braku znajomości miasta i po zmroku dołożyło jeszcze 13 kilometrów. Koło 22 definitywnie zakończył się pierwszy etap podróży:D

DZIEŃ DRUGI 21.06.2017 
        Jako że planowane zwiedzanie dwóch pałacy w Valaskiem dnia pierwszego nie zostało zrealizowane, a pierwszy etap dał nam trochę popalić, rozpoczęliśmy dopiero o 8.00, od odnalezienia dwóch wspomnianych obiektów (tylko jeden stempel, bo pierwszy obiekt był zamknięty mimo że późno rozpoczęliśmy).
        Dalej, liczywszy na fajną kilkunastokilometrową ścieżkę, ruszyliśmy do Loucki. Okazało się to jak gprix mtb z sakwami. Po kilku kilometrach wydostawszy się na drogę okazało się że mamy dwie godziny w plecy i do pokonania, w górzystym terenie, jeszcze jakieś 90 z 110 kilometrów. Na szczęscie droga mimo wzniesień okazała się dobrej jakości i z dość małym ruchem, a po około 30 kilometrach pokonanych w jakieś 1,5 godziny humor nam się poprawił, ponieważ minąwszy Bystrzyce pod Hostynem, w szybkim tempie, z góry dotarliśmy do Pięknego pałacu w Holesovie.
        Po sesji fotograficznej, zdobywszy souveniry i stempel wyruszyliśmy w stronę Otrokovic. W tym miejscu zliczyliśmy pierwszy czeski obiad. Następna, w zasadzie ostatnia część tego etapu miała już przebiegać ścieżką rowerową wzdłuż kanału Batów. Mimo że było to jeszcze conajmniej z 30-40 kilometrów to pokonaliśmy je w dobrych nastrojach, bo teren był płaski, a ścieżka dobrej jakości.
        Po drodze zaliczyliśmy jeszcze jeden postój na uzupełnienie płynów, a do celu dotarliśmy jak zwykle na styk. Recepcja pola, nie rezerwowanego wcześniej, a znalezionego jedynie w Internecie, miała zostać zamknięta o 19 – my do celu dotarliśmy o 19.15. Na szczęście Pani z recepcji jeszcze była i mimo, że pole - jak później zauważyliśmy – było między ruchliwą drogą, a koleją, nocleg był w przyzwoitych warunkach. Etap numer 2 zakończył się w miejscowości Ostrozka Nova Ves po około 100 kilometrach.
DZIEŃ TRZECI 22.06.2017
        Trzeci etap, na którym mieliśmy się spotkać z naszym liderem w Hodoninie, rozpoczął się od poszukiwań sklepu z prowiantem. Gdy już się posililiśmy, wyruszyliśmy, cały czas ścieżkami rowerowymi, przez Napajedlę i Hranice (kolejne pałace zwiedzane z zewnątrz). Następnie lekko pobłądziwszy dotraliśmy wreszcie do Hodonina, zaliczając przy tym jeszcze….Słowację.
        W Hodoninie, po spotkaniu Lidera i uczczeniu tej chwili złocistym napojem, zaliczyliśmy pierwszą „gumę” Marka. Po usunięciu awarii, mając na liczniku jakieś 70km, postanowiliśmy że resztę etapu Agnieszka pokona już z Seniorem samochodem, a My we dwóch (Marek i Józek) ostatnie trzydzieści kilometrów jakoś dokołujemy, bez obciążenia sakwami jakoś dotrzemy do celu na kołach.
Mijając po drodze Breclav, który jeszcze odwiedzimy w kolejnym dniu dotarliśmy do finiszu 3-go etapu, gdzie przywitali nas Agnieszka i Stefan, zameldowaniu już w agroturystyce „U Lesika” w Valticach. Dystans znów w okolicach 100km.

DZIEŃ CZWARTY I PIĄTY 23-24.06.2017
        Kolejne dwa dni to, już w czteroosobowym składzie, zwiedzanie rejonu Valticko-Lednickiego, podczas którego zaliczyliśmy koło 15 ciekawych obiektów wpisanych w całości na listę UNESCO, takich jak pałace w Lednicach, Valticach, pałacyk graniczny, Kolonada, Rande vous, Januv hrad, itp. Całe okrążenie na którym ulokowane były wspomniane obiekty to koło 70km. Ponadto zobaczyliśmy Mikolov (wycieczka na około 40 kilometrów i podwójna „pana” Marka i Agnieszki).

DZIEŃ SZÓSTY 25.06.2017
        Szósty dzień, mający swoją metę już u celu podróży – w Wiedniu rozpoczęliśmy ponownie mijając Kolonadę na obrzeżach Valtic, skąd udaliśmy się do Austrii przekraczając lokalne przejście w Schrattenbergu. Kolejne miejscowości w Austrii to: Pousdorf, Eibesthal, Mistelbach do Gaweinstal.
        W tej miejscowości po koło 60-70 kilometrach Agnieszka dołączyła do Stefana i ostatnie kilometry pokonaliśmy znów we dwoje. Po drodze jeszcze jeden pałac w Wolkersdorfie, ostatnie przed finiszem spotkanie z samochodem-eskortą i wreszcie Wiedeń, który przywitał nas pierwszym i na szczęście ostatnim deszczem podczas wyprawy. Za jego sprawą oraz paru błędom nawigacyjnym na kamping dotarliśmy po dobrych dwóch godzinach błądzenia w strugach wody.
       Po kolejnej „setce” w nogach i rozbiciu się na mokrym polu namiotowym mogliśmy wreszcie nacieszyć się Wiedniem. Wprawdzie zabytków i ciekawych miejsc mieliśmy już nadmiar ale skoro celem był Wiedeń to i tutaj trzeba coś zobaczyć.
DZIEŃ SÓDMY 26.06.2017 
       Siódmego dnia celem był przede wszystkim Schonnebrunn, jednak zanim tam dotarliśmy po około 25 kilometrach zaliczyliśmy najpierw „gumę” Stefana – robioną dwa razy, później poranne spojrzenie na stadion któregoś z klubów piłkarskich Wiednia (bodajże Ernst Hapoel Stadion), a także Prater, który okazalej wyglądał by wieczorem ale i teraz było przy czym sesję zrobić.
        Po osiągnięciu Schonnebrunnu, wróciliśmy na stare miesto, zobaczyć oczywiście min. Hoffburg i Katedrę św. Szczepana.
        Po powrocie na pole w planach była jeszcze wieczorna przejażdżka na pratek (koło 7-8km w jedną stronę), jednak odstraszyły nas straszne meszki, które atakowały całymi chmarami.

DZIEŃ ÓSMY 27.06.2017
        Ostatni dzień w Wiedniu Marek spędził na regeneracji sił a pozostała trójka zaliczyła jeszcze kilkudziesięciokilometrowy kawałek naddunajskiej ścieżki rowerowej. Celem wycieczki był Klosterneuburg, w którym zobaczyliśmy dużą bazylikę. Po drodze była jeszcze opcja zaliczyć mijane wzgórze Monte Casino ale skończyło się na Spojrzenie na wzgórze z nad Dunaju.
        W drodze z Klosterneuburga Mnie, a więc Józkowi, który do tej pory unikną awarii i „pan” spotkało lekkie nieszczęście. Po niegroźnym upadku złamałem hak przerzutki. W efekcie – niezapomniana około 15 kilometrowa jazda na rowero-hulajnodze. Szczęście w nieszczęściu był to ostatni rowerowy etap podróży. Dodam tylko że ambrozja na finiszu smakowała zacnie a średnia przejazdu na szczęście w płaskim, nadrzecznym terenie to między 15 a 20 kilometrów na godzinę.
        Po powrocie z Klosterneuburga, nastąpiła ostatnia sesja na polu namiotowym i powrót samochodem do Łazisk. Cała 8 dniowa wypraw na pewno na długo pozostanie w naszej pamięci. Pogoda dopisała, ciekawych miejsc przesyt, budżet w stosunku do tego co widzieliśmy całkiem do zaakceptowania. Chciałoby się tylko więcej wypocząć podczas pierwszych trzech etapów…ale daliśmy radę:D




..............................................................................................................................................................................................................................................................................................

WYPRAWA NA DOLNY ŚLĄSK 
NYSA, OTMUCHÓW, JAVORNIK
30.08.2017 - 2.09.2017

DZIEŃ PIERWSZY 30.08.2017
        Nasza przygoda rozpoczęła się w środę 30 sierpnia. Spotkaliśmy się w Chudowie i stamtąd wyruszyliśmy w kierunku Kedzierzyna-Koźla, Głogówka, Błażejowic by dotrzeć do Nysy i wzdłuż jeziora Nyskiego dojechać do Otmuchowa. Tam był nasza baza, tam mogliśmy odpocząć, bo zostawiliśmy za sobą około 160 km.

DZIEŃ DRUGI 31.08.2017
        W drugim dniu wcześnie rano po śniadaniu skierowaliśmy się w kierunku Paczkowa, do krainy krecika, lentilków i kofoli - to jest do Czech. Tam naszym celem było miasteczko Javornik, gdzie zwiedziliśmy zamek Jansky Vrch. Następnie przez Przełęcz Lądecką (650 mpm) dojechaliśmy do Lądka Zdroju. Po krótkim odpoczynku i zwiedzeniu miasteczka niezmordowanie kontynuowaliśmy naszą wyprawę i przez Przełęczą Jawornicką (738 npm) dotarliśmy do Otmuchowa, na nasz kemping, na zasłużony odpoczynek.

DZIEŃ TRZECI 1.09.2017
        Kolejny dzień zaskoczył nas niesprzyjającą pogodą. Padający cały dzień deszcz nie pozwolił na jakikolwiek wyjazd i cały dzień ku naszemu rozczarowaniu spędziliśmy na kempingu.
DZIEŃ CZWARTY 2.09.2017
        W sobotę rano dzięki diametralnej zmianie pogody mogliśmy na rowerach powrócić do domu. Trasa powrotna wiodła poprzez Nysę, Prudnik ,Głogówek, Kędzierzyn-Koźle do Łazisk Górnych. 

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego